Za oknami buro, zimno, ale nie ma mrozu. Śniegu też nie ma. Czyli mój piesek smutny, bo co to za zima, w którą nie można ryć nosem w zaspie śnieżnej? Brakuje nam widoku śniegu i radosnego Milkiego, któremu od śnieżnych zabaw robi się broda z soplów lodu. Koty także jakieś niepocieszone. Pogrzałyby się przy oknie, ale zamiast ośnieżonych gałęzi widzą czarne, smętne krzaki.

Tegoroczna atmosfera poświąteczna nie napawa optymizmem. Prognozy uparcie przewidują dodatnie temperatury i co najwyżej – jesienną pluchę. Tak jak zawsze czekałam na zimę, tak teraz chcę, by skończyła się jak najszybciej. Nie widzę żadnych szans na prawdziwy śnieg, więc jedyne co mogę zrobić to oczekiwać na wiosenny rozkwit przyrody.

Z tego powodu czuję wyjątkową niechęć do robienia jakichkolwiek pożytecznych rzeczy. Dobijająco krótki dzień potęguje ten stan prokastynacji. Chciałabym, by kolejna notka „o czymś” pojawiła się za kilka dni, gdy w końcu pokonam swój nieprzyjemny stan, a także – doprowadzę do porządku swoje życie. Ponieważ najpierw działam, a potem myślę, nie powinno mi to zająć dużo czasu. Może wspólnie zastanowimy się nad psią dietą? Albo pieskowymi uczuciami? Nowa notka wleci niebawem. Tymczasem – miłej niezimy!

W artykule wykorzystano zdjęcie, które opublikowano na licencji Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *